Mental game
Temat przewodni w mojej "karierze" sportowej to tzw. mental game. Jestem dobra, nawet bardzo dobra, w mówieniu sobie w trakcie najbardziej okropnego WODa, kiedy mam ochotę co najwyżej przyozdobić podłogę wymiocinami, że nie mogę się zatrzymać i że nie odpuszczę. Tutaj moja głowa zwykle nie zawodzi. Problem pojawia się, gdy widzę KILOGRAMY. Jestem jedną z tych osób, której nie powinno pokazywać się ile krążków znajduje się na gryfie. Jestem przekonana, że gdybym nie wiedziała ile podnoszę, wiele z moich spalonych prób zakończyłoby się sukcesem. Mało tego, nie są to próby nieudane o włos. To sytuacje, gdy nie jestem w stanie zrobić nawet pierwszej fazy ruchu tylko dlatego, że przy każdym z ćwiczeń mam w głowę zakodowaną wagę graniczną, po dojściu do której zaczynają się schody, w głowie buduje się bariera i koniec. Wczoraj był idealny przykład na to jak bardzo przez to tracę. Do znalezienia w 15 minut ciężki clean. W ciągu 8 pierwszych minut doszłam do 50 kg, mojego PR-a ze s...